sobota, 14 czerwca 2014

You're everything I need and more.

Cześć misie! Przepraszam, że tyle nie pisałam, ale utknęłam w książkach i trudno się było wygrzebać. ;) Na szczęście zostały mi jeszcze tylko 2 sprawdziany, odpowiedź ustna i witam wakacje. Nie lubię pisać po długiej nieobecności, szczególnie gdy tyle się działo, bo wszystko zapominam, zawsze coś pominę i po prostu... to już nie to. No ale. Próbowałam się odezwać już wcześniej, nawet zaczęłam pisać, jednak zanim skończyłam, cała wena ze mnie uleciała i tyle z tego było. Moje życie ostatnio przypominało jeden wielki rollercoaster - zjazdy i wjazdy na okrągło i trudno się było w tym odnaleźć. Zauważyłam pewną prawidłowość, razem z piękną pogodą przychodzą moje doły, a gdy tylko za oknem chmury i deszcz to mnie rozpiera energia, dziwne. W każdym razie pożegnałam doły, staram się na nowo przypomnieć sobie, jak to jest być wieczną optymistką i tego będę się trzymać. Kiedy ostatni raz do was pisałam, a właściwie kończyłam po północy notkę, to przybyła mi cyferka w liczbie lat na końcu. Aż mi dziwnie, że za 11 miesięcy będę "dorosła"(umówmy się  - mentalnie nigdy nie będę ;), ale dostanę dowód, przy odrobinie szczęścia - ogromnej odrobinie - zdam prawo jazdy i będę odpowiadać sama za siebie). Na razie jednak trzeba było celebrować 17. :D 10 maja wyruszyłam na zakończenie zajęć z informatyki i przywitały mnie dziewczyny z jabłkami zamiast tortu i genialnym filmikiem ze zdjęciami i wierszykiem. ;3 :
"Nasza kochana Jeanette ;*
W dniu Twoich 17 urodzin chcielibyśmy życzyć Ci oczywiście:
Wszystkiego najlepszego i spełnienia najskrytszych marzeń ;*
Żeby jabłuszek Ci nie brakowało i zdjęć na moście z nami miała nie mało :)
Na lekcjach dużo krzyżówek do rozwiązywania i z nami wariowania :D
Żeby grzyweczka Ci się zawsze układała, byś jej prostować więcej nie musiała :D
I mimo, że czasem uczyć się nie chcesz, to żebyś w przyszłości została kim tylko zechcesz ;*
Aby spełniły się wszystkie Twoje marzenia! I oczywiście księcia na białym koniu znalezienia :)
Miłych wakacji z nami spędzenia, a za rok grubej osiemnastki urządzenia! ;*
Ale oczywiście co najważniejsze to żebyś nigdy się nie zmieniała i taka cudowna na zawsze pozostała <3
Abyś ciągle się uśmiechała, nigdy smutków i fochów nie miała :)
Wiedz, że my zawsze będziemy przy Tobie, czy to w zdrowiu czy w chorobie ;*
A gdy będziesz chciała nas za te zdjęcia zabić, pomyśl o tych, które jeszcze mogłyśmy wstawić :D
Niech się ludzie śmieją! Nieważne! My i tak nie będziemy poważne :D
100 lat kochana <3"
Także tak, były wzruszenia, zdjęcia, a potem wcinanie mojego sernika na zimno z truskawkami na początku maja. ;) Do tego doszedł śpiewający piosenki sor, tańczące ja i Wera i kontrola z urzędu na koniec, pozdrawiam. Miałyśmy gdzieś wyjść, coś zrobić, ale pogoda była... no cóż! Raczej nie były to najlepsze urodziny, ale Majster, który nie zauważył, że jestem solenizantką i wysyłający mi urodzinową landrynkę zamiast tortu. ;') Beka bardzo. ;p To ostatnio jedno z moich ulubionych słów, naprawdę. Do tego miałyśmy fazę na disco polo, po prostu wszystkie hity z ostatnich kilkunastu lat na powtórce cały czas. :D 11 maja byłam na wolontariacie w obsłudze maratonu. Pojechałyśmy z Mariką dużo wcześniej, poszłyśmy do sklepu, głupawka totalna - nie obyło się bez zdjęć z pluszakami i lalką barbie - no bo ma grzywkę! ;> Jeszcze wcześniej musiałyśmy zrobić coś głupiego, czyli - pojechałyśmy pociągiem, czekamy na miejski, przyjechał, wsiadłyśmy, drzwi się zamykają, nikogo nie ma, a kierowca: "Końcowy, proszę wysiąść." Obie z Mariką do przycisku, żeby otworzyć, a tu znowu: "Środkowe drzwi są otwarte." Wyszłyśmy całe czerwone, wszyscy ludzie na zewnątrz - oczy tylko na nas, jak zwykle z przygodami. W końcu dotarłyśmy na miejsce zbiórki.  Najpierw rozlewanie napojów i krojenie bananów, a potem obsługa pełna klasa. :D Ale niektórzy z maratończyków byli tacy mili - dziękowali i mówili, że jesteśmy super. Zawsze się robi cieplej, gdy się słyszy takie słowa. No ale i to nie mogło się obyć bez przygód. ;p Niektórzy biegacze chcieli, żebyśmy wodę z kubeczków wylewali na nich - dla ochłody. Najlepiej jak jeden facet najpierw został oblany po kolei wszystkimi kubeczkami, a na koniec jeszcze miednicą wody. Ogólnie to staliśmy w rządku z tymi napojami itd., ja stałam za Tomkiem. Biegnie jakiś maratończyk, no i Tomek go oblał - problem w tym, że facet chyba wcale tego nie chciał. Przystanął, odwrócił się i pierwszą osobą, którą ujrzał byłam ja! Trzymał kubeczek z wodą w ręku, uśmiechnął się szeroko i całą jego zawartością chlusnął mi w twarz. Potem wszystkim musiałam tłumaczyć, dlaczego mam rozmazany tusz. -,- Za to Tomkowi było tak głupio, że przepraszał mnie chyba z 10 razy, potem jak ktoś biegł, to się pytał: oblewamy? Mówiłam, że pod warunkiem, że się zamienimy miejscami i teraz to on dostanie. xd No a potem dostaliśmy górę napojów i bananów do domów, najwięcej Mariczka z Werką i potem biegły z pudełkiem do miejskiego. Śmiałyśmy się z Wery na stacji, że przez to pudełko wygląda, jakby sprzedawała ziemniaki. Potem jeszcze na miejscu rodzinnym w pociągu postawiła koło siebie to pudełko, Wera i jej rodzina - ziemniaki. <3 W ogóle to podrywał mnie karzełek, bo wiecie - szkoda, że nie jestem pełnoletnia, bo mogłabym z nim jeździć MPK za darmo jako opiekunka(facet 23 lata) - podryw na mpka zawsze spoko, moja siostra płakała ze śmiechu. Jak się potem okazało karzełek to casanova, jednocześnie zarywał do mnie, Paulinki i innych dziewczyn i liczył, że się nie wyda, więc zrobiłam mu wykład o moralności. ;p Za to dawno się tak nie uśmiałyśmy, chociaż ja to jestem za miła dla ludzi, bo potem oni nie rozumieją, że "nie" oznacza NIE! -,- Impreza urodzinowa była z tygodniowym opóźnieniem, za to bawiłam się wyśmienicie! Było tak śmiesznie, sympatycznie, jedzenia chyba zbyt dużo, obecne prawie wszystkie kochane istotki. ♥ I ostatnie pół godziny grania w dobble i jak zwykle bijatyki o karty. Gorzej niż przedszkole. ;p Poza tym dostałam cudowne prezenty - byłam w kolczykowym raju, dziewczyny nagrały dla mnie płytę, a książka od Karolci to cud, miód i malina - "Bóg nigdy nie mruga" i po prostu automatycznie włącza mi się moduł optymistki pełnej chęci do działania. Muszę też przyznać, że lubię z Werą i Mariką siedzieć w parku. Szczególnie gdy robimy selfie, a panowie od sadzenia drzewek krzyczą, że oni też chcą! A kiedy Wera robi zdjęcie, to Marika mówi: "Tylko weź tych pomarańczowych nie łap!"<panowie od drzewek> No i kiedy próbuję sfotografować wiewiórkę, a ona ciągle mi ucieka i kiedy Marika mi mówi: "Patrz! Wiewiórka!", a ja odpowiadam krótkim wyzwiskiem w stronę mojej "rudej przyjaciółki". I kiedy mówię, że na obiad zjem kopytka, a Wera: "Zrobisz sobie kopytka? *.*" A ja robię poprawkę: "Ku-pię sobie kopytka." Lubię też jeździć z Mariką na próby fishmoba(to taki "flashmob"), kiedy biegnę na autobus, a Marika myśli, że ją wystawiłam. I kiedy jako jedyne przychodzimy na próbę, ale bawimy się doskonale, chociaż ciągle mylimy kroki! Lubię, gdy stoję z Agą na przystanku i mija nas nasz ksiądz, ubrany po cywilu i macha do nas, a Aga myśli, co za przystojniak. xd Lubię, kiedy biol-chem się bawi i robi preparaty na biologii, a potem stara się domyć szkiełka, których się nie da domyć. I kiedy rysuję byle co w zeszycie, a sorka się mnie pyta, czy to widziałam w mikroskopie i że to dziwne, bo powinnam zobaczyć coś innego. Albo kiedy sorka od chemii nam opowiada, jak jedna z nauczycielek poprosiła ucznia o niebieski obrus na matury i mówi: "Przynieś mi niebieską szmatkę." A on przyniósł jej niebieską ściereczkę do wycierania. ♥ I kiedy Tomek na dodatkowej chemii biega i zabija owada, krzycząc: "Sorko to bąk!" S: "Tomek, to jest osa co najwyżej. Co ty robisz na biol-chemie?" I kiedy zamiast się uczyć, rozmawiamy o wycieczkach, sorka przyznaje, że sor od histry jest specyficzny, bo do wszystkich zwraca się ja do głuchych - zachowuje między twarzami centymetrowy odstęp, a drugie klasy cieszą się, że jako opiekunka na wycieczkę nie jedzie z nimi nasza specyficzna pani pedagog: "Dobrze, że nie jedziemy z sorką P. - 4 dni zabaw integracyjnych." Lub kiedy idziemy przez Miasto Poezji, a jakiś facet krzyczy za nami, czy lubimy poezję i czy nie chcemy zdjęcia ze znaczkiem lubię poezję, bo bardzo fajny na facebooka! ;p I uwielbiam te nasze wszystkie genialne teksty. Raz Marikę złapała głupawka i żeby udowodnić, że wtedy śmieszy ją wszystko, mówię: "Łopata." M: "Co pada?"  Albo Paulinka: "Lubicie oscypki?" Marika: "Nie, są za słodkie." My: "Marika! OSCYPKI nie szczypki!" M: "Aaa... I tak nie lubię." Poza tym byliśmy na Juwenaliach - ja, Marika, Wera i Krzysiek. Stoimy, czekamy - podchodzi do nas chłopak przebrany za piwo "Perła", no i zaczyna się gadka: "Co tam słychać?" i wgl, a potem Marika się go pyta, czy może zdjęcia, a on: "Co mam?" M: "Mogę zdjęcie?" Chłopak: "Możesz! Mogę sobie zrobić i z tobą<Wera>, i z tobą<Marika> i z tobą<ja>!" J: "Super. -,- Ja to na końcu." C: "Czekaj! Cofnij, bzzzz... Mogę sobie zrobić z tobą<ja>..." itd. No więc zrobiłyśmy piękne zdjęcia, a potem w oczekiwaniu na Bednarka trochę pogadaliśmy. Śmiałam się do Mariki, że powinnyśmy się pozbyć Krzyśka, bo nie mamy szans na podryw. xd Bednarek był genialny! Tyle energii! Najśmieszniejszy był starszy pan, który stał przede mną i wyglądał, jakby nie wiedział, o co chodzi. Wszyscy śpiewali, skakali, była moc! Aż mi gardło wysiadało. Oczywiście nie zabrakło paru irytujących osobowości, ale wszystko szło radę przeżyć. Najpiękniejszy moment, kiedy była piosenka dla przyjaciela i mieliśmy śpiewać do siebie i było przytulanie, i chociaż brakowało mi ciałem kilku moich najbliższych, to całym serduszkiem dedykowałam im tę piosenkę. "Bo to, co najważniejsze, to dla przyjaciela mieć zawsze dobre serce i zaufanie, o które trzeba dbać każdego dnia. Staraj się, niech ta przyjaźń trwa." Po prostu byłam przeszczęśliwa. I to nic, że następnego dnia musiałam wstać o 5.30 i wracałam nocnym. Najlepiej było, jak koncert się skończył i poszliśmy pod naszą szkołę czekać półtorej godziny na autobus. Chciało nam się spać, nie umieliśmy na sprawdzian z polskiego i czekała nas długa noc, ale było pozytywnie. O północy do naszej szkoły wchodzili sobie nauczyciele. o.O Mnie wzięła głupawka - darcie buziaczka na cały regulator i totalne odpały, wszyscy się na nas oglądali! Wera, Krzysiek i Marika mówili, że mnie nie poznają, to wszystko przez tę wodę, niby mineralna, ale jakaś podejrzana była... ;) Potem dziewczyny nie miały kasy na bilety, a i tak najlepiej w autobusie - jechał z nami tłum pijanych ludzi. Jeden z nich na Bednarku miał flagę w kolorach rasta i zastanawiał się, jakiego państwa miał flagę, całą drogę go to intrygowało, ich rozmowy były genialne. <3 Ale i tak nic nie pobije rozmowy Mariki albo Krzyśka a propos naszego powrotu do domu z Werą: "Czy wiecie, że istnieje coś takiego jak taxi?" W: "Czy wiesz, że istnieje coś takiego jak pieniądze?" No kocham. ♥ Dobra, zróbmy umowę! Jestem zaledwie w połowie opisu mojego miesiąca - na razie kończę maj, a ta notka jest już nieziemsko długa, więc chyba po raz pierwszy zrobię coś takiego, że moje wypociny podzielę na dwie części. Tutaj na razie skończę. W połowie albo pod koniec następnego tygodnia spodziewajcie się relacji z czerwca, bo również działo się dużo! Jak nie więcej! ;p Przepraszam za marnowanie waszego życia, łapcie zdjęcia.


1. Urodzinowe jabłuszka. *.*
2. Mój serniko-tort, od którego krojenia Wera jest specem. ;)
3. Banany everywhere. ;p
4. A tak się "uczę" polskiego.
5. Nogi Wery o północy pod szkołą zawsze spoko. ^^

Zakochałam się w tej piosence. U2 - Ordinary Love "Nie mogę już dłużej z tobą walczyć, to dla Ciebie teraz walczę. Morze wyrzuca skały razem, ale to czas pozostawia nam wypolerowane kamienie. Nie możemy dalej się zatracać, jeśli nie czujemy zwykłej miłości. Nie możemy osiągnąć już nic więcej, jeśli nie potrafimy sobie poradzić ze zwykłą miłością..." Piękne, piękne, piękne... ♥

Au revoir kociaczki. Do niebawem. xoxo Wszystko, co zapomniałam, napiszę w kolejnej notce, przynajmniej się postaram! :D

PS Czasami dobrze jest się się komuś wygadać, prawda?
PS2 Dzień Matki był, życzonka złożone? Ja o mojej kochanej mums pamiętałam. ;>
PS3 Urodziła się moja siostra cioteczna - Milenka. *.* Miałam być chrzestną, ale jadę na kolonie, a nie mogą przełożyć. ;c